01/10/2023
Po kilkutygodniowej przerwie wracamy do piątkowych poleceń nowości płytowych. Jesienny wysyp premier rozkręcił się na dobre, a my w tym gąszczu staramy się wyłowić najciekawsze okazy 🙂. Dziś jako NASZĄ PŁYTĘ TYGODNIA wskazujemy album Stevena Wilsona "The Harmony Codex". Siódme solowe dzieło Brytyjczyka to rzecz mająca swe źródło w literaturze - w ubiegłym roku artysta pod tym właśnie tytułem opublikował dystopijno-baśniowe opowiadanie stanowiące integralną część jego autobiografii. Na płycie otrzymujemy coś w rodzaju brzmieniowego ekwiwalentu tamtej historii 16-latka poszukującego swej siostry, Harmony. Dominują więc dźwięki nieoczywiste, rozpięte gdzieś między eterycznym ambientem (z kilkoma fragmentami o charakterze spoken word), kosmiczną elektroniką a skąpo tu prezentowanymi elementami prog-rocka. Tworzące niezwykłą mozaikę muzyczną. Gitara, choć obecna w kilku utworach, ustępuje miejsca klawiszowym pasażom, budującym nastrój pełen melancholii, rezygnacji, wycofania. W każdym razie Wilson zdecydowanie oddala się tu od mocnej ekspresji swoich wczesnych płyt bliskich prog-rocka, ale też unika chwytliwych, nowoczesnych i łatwo wpadających w ucho brzmień, które znamy z dwóch poprzednich albumów. Jednocześnie pewnego rodzaju mgławicowy, minimalistyczny charakter wielu utworów przełamuje od czasu do czasu mocnymi bitami i wyrazistym perkusyjnym groovem. A więc, jak to często bywa, Wilson kluczy i umyka oczekiwaniom odbiorcy, a poszczególne numery budowane są na zasadzie kontrastów, operując mocnymi zmianami dynamiki. Jak choćby w "Inclination", gdzie zautomatyzowanemu beatowi towarzyszą jazz-rockowe podkłady, a pod koniec całość nabiera eterycznego charakteru dzięki pięknym, delikatnym wokalom Wilsona. Dalej mamy akustyczny, leniwie snujący się "What Life Brings" z ciekawą partią gitary; "Economies of Scale" z melancholijnym śpiewem Stevena i takąż partią fortepianu; energetyczny, porywający i bardzo rozbudowany "Impossible Tightrope", gdzie do głosu dochodzą niemal awangardowe brzmienia jazz-rockowe (to taki ukłon w stronę prog-rocka z lat 70.); "Rock Bottom" - space-rockowy, dość zachowawczy, ale zwyczajnie piękny duet z Ninet Tayeb; elektroniczno-eksperymentalny "Beautiful Scarecrow"; wyłaniający się z ciszy, niezwykle znuiansowany ambientowy "The Harmony Codex" z poetyckimi melorecytacjami Rotem Wilson; napędzany kapitalnym rytmem i ciekawą partią klawiszy (o brzmieniu melotronowym) "Time is Running Out"; trip-hopowy, brzmiący niczym zaginiona piosenka Tricky'ego "Actual Brutal Facts"; wreszcie zamykający płytę podniosły, pełen brzmieniowych kontrastów (ekspresyjne partie basu i delikatne kosmiczne klawisze) "Staircase", w którym po raz kolejny pojawia się głos żony Stevena, Rotem, pełniącej rolę swoistej narratorki tej pięknej opowieści.
Nowy Wilson? Inny Wilson? Zamiast snuć tego typu kwestie, po prostu rozkoszujmy się dźwiękami "The Harmony Codex" 🙂